Refleksja rodziny Czajek z Babiogórskiego PN

Dziennik wypraw

Czajki w Babiogórskim Parku Narodowym

No tu to się miało dziać!

Babia Góra, kapryśna królowa, miała zdecydować jak będzie wyglądała nasza przygoda w Babiogórskim Parku Narodowym. Opcji było kilka, teoretycznie przewidujących każdą konfigurację pogodową. Plany planami, ale jak widać najważniejsze w życiu podróżnika to zachować elastyczny umysł i dopasowywać się do sytuacji.

Przyznam, że plan A mnie przerażał. Zakładał pobudkę o 3 rano, dojazd do przełęczy Krowiarki i zdobycie Babiej Góry tak, aby z jej szczytu podziwiać wschód słońca ok 7 rano. Brzmi romantycznie. W mojej głowie włączył się jednak tryb “co się może nie udać” i martwiłam się bardzo, jak sobie poradzimy. Taka ekspedycja z 5 i 7 letnimi dziećmi to jednak nie przelewki. Najbardziej martwiło mnie to, że dojdziemy na miejsce na długo przed wyznaczonym czasem. Miałam podstawy zakładać, że moi mali podróżnicy będą się wspinać dość sprawnie. Zakładałam, że godzina wymarszu została wybrana tak, aby maluchy dały radę dotrzeć na górę na czas, a to oznacza, że Ci którzy będą się wspinali szybciej, będą musieli czekać na górze w mrozie i to po długiej wspinaczce, niewyspani. A jeśli będzie dokładnie odwrotnie? Co jeśli będziemy się ślimaczyć i musieli całą swoją energię, której przecież rano nie ma zbyt wiele, przeznaczyć na motywowanie dzieci do pokonania jeszcze kilku kroków? A przecież na szczycie nie czekają naleśniki…

Nie ukrywam więc, że odetchnęłam z ulgą, kiedy okazało się, że warunki pogodowe wykluczają poranną wyprawę. Za dwa dni i tak planujemy wspiąć się na Trzy Korony w Pieninach, tak aby podziwiać poranny Ocean Mgieł, więc wczesne wstawanie nas nie ominie, jednak nie w aż tak ekstremalnym wydaniu.

Ostatecznie masyw Babiej Góry zezwolił nam pokonać następującą trasę: Przełęcz Krowiarki – Markowe Szczawiny – Przełęcz Brona – Mała Babia Góra – Przełęcz Brona – Markowe Szczawiny – Zawoja Markowa. Decyzje o każdym kolejnym etapie w górę podejmowaliśmy dopiero po dotarciu do poprzedniego.

Wnioski z tej wyprawy są następujące: mamy bardzo dzielne dzieci, które pięknie wspięły się na Małą Babią Górę mimo głębokiego śniegu. Tak tak, im wyżej się wspinaliśmy, tym więcej było śniegu. W Markowych Szczawinach już leżała porządna warstwa, ale wyżej zaczynało się prawdziwe białe królestwo. Nie wiem, czy to zasługa śniegu w październiku, którego opad pewnie wiązał się z gwałtownymi zmianami temperatur i wiatrem, ale tak pięknych lodowo śniegowych ozdób jeszcze nigdy nie widziałam. Widoczność była bardzo słaba, dookoła nas było mgliście i nawet nie można było zobaczyć jak wysoko się wspięliśmy, ale to jeszcze potęgowało magiczność i nierealność przysypanych i przygniecionych do ziemi drzew, zamarzniętych jarzębin, pokrytych kryształami gałęzi. Coś wspaniałego!

Wniosek drugi to fakt, że dzieci pewnych rzeczy muszą się nauczyć na własnej skórze. Nie jest to zbyt odkrywcze, ale ta wyprawa pokazała nam to w dość brutalny sposób. Otóż nie spodziewaliśmy się aż takiej zimy, w związku z tym dzieci były ubrane w buty górskie i spodnie przeciwdeszczowe, a nie w buty i spodnie przeciwśniegowe. Ponieważ mają wysoką odporność na zimno, to nie stanowiło problemu. Ostrzegaliśmy jednak, że wchodzenie w wysoki śnieg nie jest dobrym pomysłem, bo się śnieg nasypie do butów i będzie nieprzyjemnie. Ale jak tu się powstrzymać przed zabawą w pierwszym w tym roku śniegu? Jak zeszliśmy z Małej Babiej Góry, wciąż mając pod powiekami cudne widoki, Emilia postanowiła w schronisku zdjąć przemoczone buty. No i katastrofa, bo nawet po wymianie na suche skarpetki buty nadal były mokre, a trzeba było je ponownie włożyć, żeby wrócić do pensjonatu. Było to bardzo przykre, ale cenne doświadczenie. Przy okazji sprawdziliśmy w praktyce, czy szybki marsz rozgrzewa i zrobiliśmy sobie lekcję o krążeniu krwi i jego wpływie na temperaturę ciała.

Schodzenie z masywu Babiej Góry przypominało przemieszczanie się między kolejnymi magicznymi krainami z baśni – z pokrytych śniegiem ogrodów Królowej Śniegu, poprzez osnute mgłą tajemnicze lasy świerkowe aż do oświetlonych, wypełnionych przejrzystym powietrzem lasów jodłowo – bukowych. Bardzo intensywne doznania dla zmysłów.

Z Babiogórskiego Parku Narodowego wyjechaliśmy mając wciąż pod powiekami jarzębinowo – lodowe bombki, z poczuciem głębokiego zadowolenia, że przyszło nam uczestniczyć w tak pięknym widowisku i z przekonaniem, że w przyszłości upomnimy się o Babią Górę.

Zobacz refleksje innych rodzin

Rodzina Łodzińskich w Babiogórskim PN

Skarbiec Rodzinnych Wspomnień

Refleksja rodziny Nowickich z Babiogórskiego PN

Rodzina Nowickich

Refleksja rodziny Łuszczaków z Babiogórskiego PN

Rodzina Łuszczaków

Filmy
Zobacz filmy
Refleksje
Zobacz refleksje
Podcasty
Zobacz podcasty
Twórczość
Zobacz twórczość

Kontakt

Chcesz przeżyć przygodę?
Skontaktuj się z nami!

tel: +48 509 818 228 email: biuroprasowe@dzikaodyseja.pl

Formularz kontaktowy