Refleksja rodziny Czajek z Pienińskiego PN

Dziennik wypraw

Czajki w Pienińskim PN

Pieniński Park Narodowy był pierwszym Parkiem Narodowym na trasie Dzikiej Odysei. My dołączyliśmy do wyzwania z opóźnieniem, dlatego w Pieniny znalazły się na naszej trasie dopiero rok później.

Był piękny październik, a pogoda jak zwykle nas rozpieszczała – było bardzo słonecznie. Do schroniska Trzy Korony, w którym mieliśmy wykupiony nocleg, dotarliśmy wczesnym popołudniem. Zdecydowaliśmy skorzystać z pełni ze słonecznej niedzieli i wybraliśmy się na wycieczkę na Sokolicę, aby podziwiać słynną Pienińską Sosnę.

Wejście na Sokolicę jest bardzo przyjemne, choć strome. Ostatni fragment jednak przyprawia o szybsze bicie serca i jak to się stało, że nikt z nas nie skręciła kostki ani nie rozbił sobie głowy – nie wiem. Widoki były magiczne, fantastyczna widoczność pozwalała cieszyć się odległą panoramą Tatr.

Do schroniska wróciliśmy bardzo z siebie zadowoleni, że udało nam się tak efektywnie spożytkować dzień, który był w zamierzeniach przeznaczony na dojazd.

Następnego dnia czekało nas wielkie wyzwanie – chcieliśmy wspiąć się na Trzy Korony tak, aby móc zobaczyć poranny Ocean Mgieł. Do wyprawy szykowaliśmy się wieczorem: od pań z kuchni dostaliśmy suchy prowiant, z którego przygotowaliśmy kanapki, spakowaliśmy plecaki, przygotowaliśmy ubrania i poszliśmy wcześnie spać.

Pobudkę zrobiliśmy o 5:30 i to chyba był najbardziej newralgiczny moment całego przedsięwzięcia – jak dzieci zareagują na tak wczesne wstawanie. Oczywiście uprzedziliśmy ich, opowiedzieliśmy czemu chcemy wyruszyć przed świtem, ale nie byliśmy pewni czy o takiej porze teoria da się przełożyć na praktykę.

Udało się, dzieci dzielnie wstały, ubrały się i wyposażeni w latarki-czołówki wyruszyliśmy na szlak. Mniej więcej w połowie trasy zastał nas wschód słońca. Już wiedzieliśmy, że zapowiada się kolejny piękny i słoneczny dzień, widoczność była wspaniała, a to oznaczało, że na ocean mgieł mamy niewielkie szanse. Nie zniechęciło nas to i do szczytu dotarliśmy ok godziny 8. Było to surrealistyczne odczucie: w dni pracujące dopiero zaczynałyby się lekcje, jeszcze nie bylibyśmy w pracy, a tego dnia my już zdążyliśmy zdobyć szczyt i to nie byle jaki! Wszyscy, mimo zmęczenia, odczuwaliśmy ogromną satysfakcję, podwójną, bo nie tylko udało nam się zdobyć Trzy Korony, ale zrobiliśmy to bardzo wcześnie rano! Dotychczas jest to najbardziej satysfakcjonujący moment Dzikiej Odysei. Oceanu mgieł nie było nam dane zobaczyć, ale cudowne widoki nam to wynagrodziły.

Pełni pozytywnej energii, po zrobieniu obowiązkowej sesji zdjęciowej na platformie widokowej, ruszyliśmy, już nie spiesząc się, w drogę powrotną. Czułam wielką dumę i z dzieci i z nas, że udało nam się podjąć to wyzwanie. Duma ta pęczniała ilekroć mijaliśmy wspinających się na szczyt turystów i widząc w ich oczach zdziwienie, że o tak wczesnej porze my już wracaliśmy ze szczytu i to z małymi dziećmi.

Poranne wstawanie odczuliśmy w okolicach obiadu, kiedy energia nas zaczęła opuszczać. Na szczęście wtedy okazało się, że zebrała się ekipa do spływu Dunajcem i pognaliśmy na przystań. Spływ był bardzo przyjemny i podobało nam się to, że mogliśmy z perspektywy rzeki obejrzeć góry na których już byliśmy. Patrząc na Trzy Korony górujące nad Dunajcem trudno nam było uwierzyć, że zaledwie parę godzin temu tam byliśmy!

W drodze powrotnej z Krościenka do Sromowiec Niżnych dzieci poddały się i zasnęły w busie.

W dniu naszego wyjazdu za oknem rano powitała nas mgła. Wiedzieliśmy, że gdybyśmy teraz wspięli się na Trzy Korony to moglibyśmy zobaczyć nasz upragniony Ocean Mgieł i naprawdę przez chwilę rozważaliśmy, że może chociaż jedno z nas pójdzie. Ostatecznie zrezygnowaliśmy z tego pomysłu i obserwowaliśmy rozwiewające się mgły z tarasu widokowego przy schronisku. Trudno nam było wyjeżdżać – było ciepło i słonecznie, kolejne szlaki czekały na odkrycie, a szczyty na zdobycie. Jednak rzeczywistość nas już wzywała i z silnym postanowieniem, że jeszcze tu wrócimy, wyruszyliśmy do domu. W drodze powrotnej, odwlekając powrót tak mocno jak się da, zatrzymaliśmy się w wyludnionej Niedzicy, gdzie obejrzeliśmy miniatury okolicznych pałaców i zamków w Park Miniatur (byliśmy jedynymi odwiedzającymi), przespacerowaliśmy się po zaporze na zbiorniku Czorsztyńskim i zwiedziliśmy zamek w Niedzicy.

Zobacz refleksje innych rodzin

Rodzina Cieślaków w Pienińskim PN

Skarbiec Rodzinnych Wspomnień

Refleksja rodziny Gabzdylów z Pienińskiego PN

Skarbiec Rodzinnych Wspomnień

Rodzina Hyży w Pienińskim PN

Skarbiec Rodzinnych Wspomnień

Filmy
Zobacz filmy
Refleksje
Zobacz refleksje
Podcasty
Zobacz podcasty
Twórczość
Zobacz twórczość

Kontakt

Chcesz przeżyć przygodę?
Skontaktuj się z nami!

tel: +48 509 818 228 email: biuroprasowe@dzikaodyseja.pl

Formularz kontaktowy