Refleksja rodziny Czajek z Wigierskiego PN

Dziennik wypraw

Czajki w Wigierskim Parku Narodowym

Dopiero nasza trzecia wyprawa w ramach Dzikiej Odysei, a już zaczęliśmy czuć, że całe to przedsięwzięcie, polegające na odwiedzeniu 23 parków narodowych w 23 miesiące, zaczyna w nas wrastać. Mimo odkrywania co miesiąc nowych miejsc, zaczęliśmy się czuć jakbyśmy wracali na stare śmieci i tęsknili do nich. 

Tym razem, ze względu na relatywnie bliską odległość dzieląca Wigierski Park Narodowy od Warszawy, postanowiliśmy wyruszyć wcześnie rano i zjawiliśmy się na spotkanie o wyznaczonej porze bezpośrednio w Muzeum w Starym Folwarku. 

Od razu uderzyło nas to, jakie duże inwestycje w infrastrukturę edukacyjną widać w Polskich Parkach Narodowych. Muzeum w Starym Folwarku jest nowocześnie i ciekawie zaprojektowane, przystosowane do przyjmowania grup i umożliwiające samodzielne odkrywanie. Miło patrzeć, że pieniądze z dotacji są wykorzystywane na szerzenie miłości do przyrody – dzieci, które są nauczone cenić przyrodę w dzieciństwie, będą ją prawdopodobnie szanować w przyszłości, co powinno być głównym celem edukacyjnym w nadchodzących latach. 

Po standardowym otwarciu spotkania, z bębnami, dzikimi piosenkami i opowieściami, zwiedziliśmy muzeum, a potem udaliśmy się w dwóch grupach zobaczyć wylęgarnię ryb w Tartaku. Cały proces mnożenia i wylęgania ryb jest imponujący w swojej skali – rocznie w Tartaku rozwija się 40 mln ryb, to więcej niż populacja mieszkańców naszego kraju! 

Wracając z Tartaku do muzeum udało nam się zobaczyć bardzo wyraźne ślady bobra, który jest symbolem tego parku. Po obu stronach drogi można było znaleźć ponadgryzane drzewa i pieńki przypominające naostrzone ołówki. 

Po pożegnaniu się z grupą udaliśmy się jeszcze na kładkę Olszynki przy muzeum i nad jezioro Wigry, gdzie już złapała nas mżawka, która przy niskich temperaturach jest średnio przyjemna. 

Celem następnego dnia było podziwianie parku poprzez pryzmat działalności lodowca. Najpierw udaliśmy się samochodem do Rosochatego Rogu, gdzie podziwialiśmy pagórkowate ukształtowanie terenu, jednak silny wiatr zmusił nas do odwrotu. Postanowiliśmy udać się w miejsce odkryte od wiatru i ostatecznie dotarliśmy na ścieżkę edukacyjną śladem Jezior Suchar. 

Tam dopadł nas rodzinny kryzys – każdy kto myśli, że wycieczki rodzinne to tylko same blaski, motylki i cudne zdjęcia ten jest w błędzie. Namawianie i motywowanie dzieci do współpracy potrafi tak zmęczyć, że każda kolejne drobna sprawa jest zarzewiem do kłótni. Są to nieformalne wyzwania Dzikiej Odysei, tak naprawdę ważniejsze i trudniejsze niż te przyrodnicze i odkrywcze. 

Ostatecznie doszliśmy wszyscy ze sobą do ładu i po oczyszczeniu atmosfery udaliśmy się na bardzo przyjemny spacer oglądając po drodze jeziorka Suchar (nazwa pochodzi od tego, że nie ma w nich ryb, więc z punktu widzenia ludności lokalnej są one “suche”). Otaczający nas las, a później też pagórkowate pola, działał na nas kojąco i na własnej skórze odczuliśmy dobroczynne działanie obcowania z naturą. Był to też pierwszy raz, kiedy powierzyliśmy starszej córce aparat, aczkolwiek technika robienia zdjęć jest u niej jeszcze zdecydowanie do poprawy. Za to zbudowało to w niej poczucie sprawczości i podniosło poziom satysfakcji z wycieczki. 

Porządnie przewietrzeni i z zaróżowionymi policzkami udaliśmy się bezpośrednio do domu. 

Do Wigierskiego Parku Narodowego na pewno wrócimy kiedyś w sezonie zielonych drzew, być może zabierając ze sobą rowery. Zieleń jeszcze mocniej nam pomoże odczuć zbawczy wpływ natury na nerwy, a może uda nam się nawet namierzyć bobra? 

Zobacz refleksje innych rodzin

Rodzina Karczów w Wigierskim PN

Skarbiec Rodzinnych Wspomnień

Refleksja rodziny Łuszczaków z Wigierskiego PN

Rodzina Łuszczaków

Refleksja rodziny Nowickich z Wigierskiego PN

Rodzina Nowickich

Filmy
Zobacz filmy
Refleksje
Zobacz refleksje
Podcasty
Zobacz podcasty
Twórczość
Zobacz twórczość

Kontakt

Chcesz przeżyć przygodę?
Skontaktuj się z nami!

tel: +48 509 818 228 email: biuroprasowe@dzikaodyseja.pl

Formularz kontaktowy