Refleksja rodziny Nowickich z Kampinoskiego PN

Dziennik wypraw

Cztery pory roku w Kampinoskim Parku Narodowym z rodziną Nowickich

Od rozpoczęcia Dzikiej Odysei bałam się tej chwili pisania relacji z wyprawy do
Kampinoskiego Parku Narodowego. Dlaczego? Bo nie potrafię napisać krótko o miejscu,
które od urodzenia jest blisko mnie. Blisko fizycznie, bo mieszkałam na Bielanach, a teraz
na Żoliborzu, więc niedaleko Parku i blisko psychicznie, ponieważ wiąże się z nim
mnóstwo wspomnień i ciągle jest obecne w życiu naszej rodziny. Jak nie ma w planach
dalszych wypraw, to gdzie pojechać choć na parę godzin na niedzielny spacer? Do
Kampinosu! Dokąd wybrać się na biegówki, kiedy spadnie śnieg? Do Kampinosu! A na
rower? Do Kampinosu! Na Jesienną imprezę SKPB „Złaz Harskiego”? Nocne marsze na
orientacje?..
Jedna z naszych pierwszych randek: moja i Wojtka również miała miejsce w
Puszczy Kampinoskiej. I choć minęło już ponad 20 lat, wspominamy ją do dziś. Nawet do
głowy mi wtedy nie przyszło, że możemy różnie interpretować wyrażenie „spacer po
Kampinosie”. Przyzwyczajona byłam, że taki wyjazd do lasu, wiąże się z całodzienną
wyprawą. Nie słyszałam protestów. Wtedy Wojtkowi jeszcze nie wypadało.
Jest piękna słoneczna jesienna pogoda. Wyruszamy z Leszna. Mijamy sosny i grądy na
piaszczystych wydmach, dalej brzozy z żółtymi opadającymi listkami, barwne dęby
czerwone (niestety gatunek inwazyjny), wrzosy, olchy na bagnach, ostatnie kwiaty na
łąkach. Pod listkiem ukrywa się muchomor czerwony. Wygląda jak namalowany. Słychać
delikatne odgłosy lasu: ćwierkanie ptaków, kukanie kukułki, szum wiatru. Cała kampinoska
przyroda jest świadkiem naszego „spaceru”, naszych rozmów i uśmiechów. Nikt nam nie
przeszkadza. Mamy czas bardziej się poznać. Po ok. 25 km pętelce, wracamy do Leszna i
do Warszawy do swoich domów. Dopiero potem dowiaduję się, że Wojtek przekroczył
próg swojego mieszkania i … padł ze zmęczenia.
Ostatniej zimy, dokładnie 13.01 już w nocy, zaczyna padać gęsty śnieg i pokrywać
stary, swym białym puchem. To czas szkolnych ferii zimowych dzieci. Umówiłam się z
moimi rodzicami na wycieczkę do Puszczy Kampinoskiej. Maciek ustalił trasę, niestety
autobus do Dębiny nam uciekł i musieliśmy szybko zmienić plany. Termometr wskazuje
ok. -15 st. mrozu. Niebo zasnute chmurami, z których cały czas sypie śnieg, teraz już
mniej intensywnie. Z Dziekanowa Leśnego ruszamy szlakiem w stronę Sierakowa.
Jesteśmy pierwszymi turystami tego dnia na tej drodze, więc to nam przypada w udziale
zostawienia na świeżym śniegu swoich śladów. Ten skrzypi pod stopami. Idziemy
śnieżnym tunelem. Gałęzie drzew uginają się pod ciężarem białego puchu. Jest baśniowo.
Wszystko przysypane, tylko płynące strumyczki i woda stojąca na bagnach ciągle walczą.
Świat wokoło wygląda jak z czarno – białej fotografii. Tylko my, jakby z innej bajki, w
swych kolorowych zimowych ubraniach. Dzieci i babcia zostawiają kilka aniołków na
śniegu. Przy Dyrekcji KPN w Izabelinie, osłonięci murkiem od zimnego wiatru, ładujemy
nasze baterie gorącą herbatą, kanapkami, pyszną domowa szarlotką i ruszamy dalej w
stronę Góry Ojca w Laskach. Chmury trochę się rozpływają. Pojawia się błękitne niebo i
słońce, a także inni turyści. Ktoś ciągnie saneczki, mija nas pan na biegówkach. Co raz
Maciek strąca śnieg z gałązek, potrząsając drzewem, najchętniej jak ktoś z nas pod nim
przechodzi. Nagle widzimy, że coś dużego porusza się w krzakach, blisko drogi. To
dorosły łoś, a właściwie łosiowa pani, czyli klępa, ogryzająca gałązki. Zupełnie się nami
nie przejmuje. Stoimy i patrzymy, jak swoją szeroką mięsistą górną wargą chwyta
zgrabnie cieniutkie łodyżki. Idziemy dalej, ona również przesuwa się wzdłuż drogi. Moja
mama jest najbliżej. Nie zauważamy, ze obok pojawia się inny łoś, trochę mniejszy i tu
następuje atak. Klępa podbiega, staje na tylnych nogach i przednimi straszy moją mamę.
Ta całe szczęście zdąża uciec i cała przygoda kończy szczęśliwie. Wygląda na to, że
trafiliśmy na łosia z jej zeszłorocznym młodym, a moja mama po prostu znalazła się za
blisko małego. Łosie w Kampinosie są przyzwyczajone do ludzi i raczej się ich nie boją,
ale to dzikie zwierzęta i trzeba uważać, żeby nie przekroczyć tej cienkiej linii. To one są u
siebie w domu.
Jest wiosenna niedziela 18.04. Po wczorajszym spotkaniu z częścią rodzin z
Dzikiej Odysei, znając już wyzwania, jakie czekają na nas w KPN, wybieramy się na
wycieczkę do Puszczy Kampinoskiej. Tym razem w mniejszym składzie. Maciek umówił
się z kolegami, z którymi ma również w planie wyprawę do Kampinosu, ale rowerową.
W końcu jest słonecznie, ciepło i nie pada. Zaczynamy od Cmentarza Wojennego
Palmiry. Kiedyś Puszcza Kampinoska była miejscem wielu bitew, powstań i wojen. Tutaj w
Palmirach i okolicach w czasie II wojny światowej, Hitlerowcy zamordowali ponad 2 tys.
ludzi. Teraz pozostaje nam tylko pochylić głowy i przejść alejką wzdłuż rzędów krzyży,
zatrzymując się przy niektórych i delikatnie przybliżając Ani historię tego miejsca. Nad
cmentarzem górują trzy ogromne białe krzyże, których ramiona symbolizują rozłożone
ręce rozstrzeliwanego człowieka…
Na niedzielny spacer wybrało się dzisiaj sporo osób. Czerwonym szlakiem, wzdłuż
największego torfowiska w KPN, zwanym Długie Bagno, kierujemy się w stronę Mogilnego
Mostku. Po prawej mijamy, znów tutaj największy, Obszar Ochrony Ścisłej Sieraków.
Rozglądając się wokół i analizując ukształtowanie terenu, można oczami wyobraźni
zobaczyć historię powstania Puszczy Kampinoskiej: Wody lodowca topnieją i spływają
szerokim dnem pradoliny Wisły do morza. Tworzą się ławice i wysepki. Te z czasem,
dodatkowo ukształtowane przez wiatr zamieniają się w wydmy, teraz zarośnięte sosnami.
W korycie obok bagien, pojawia się gęsta puszcza. I rzeczywiście jest wszystko:
torfowiska z rosnącymi na kępach olsami, przeglądającymi się w wodzie, otwarte tereny
bagienne, piaszczyste wydmy z sosnami, poniżej las liściasty mieszany teraz dopiero
budzący się po zimie do życia. A w nim na skraju, przy samym szlaku, łan delikatnych
wiosennych zawilców. Czy wiecie, że choć dla ludzi są silnie trujące, dla saren są
przysmakiem? Dużo jeszcze zeszłorocznych suchych traw i trzcin. Zieleń dopiero
powolutku wkrada się do Parku.
Przy Mogilnym Mostku nad okresowym strumieniem Wilczą Strugą robimy sobie
dłuższy postój, na słodkie co nieco i nagranie legendy do naszej filmowej relacji. Wiosna
do tej pory jest wyjątkowo mokra, więc wody w strumieniu nie brakuje.
Schodzimy z bardziej uczęszczanego szlaku i dalej Sejmikową Drogą dochodzimy
do wsi Palmiry. Stamtąd rozpoczynamy drogę powrotna do samochodu, obierając czarny
szlak prowadzący w stronę cmentarza. Wrócimy tu dokładnie za tydzień, aby w większym
gronie rodzinnym, uczcić Wojtka imieniny, spacerując wspólnie po lesie i jednocześnie
zaliczając trasę TRInO (Turystyczno – Rekreacyjną Imprezę na Orientację), pt. „Wokół
Palmir”. Słońce jest coraz niżej i ciepły snop światła rozprasza się na pniach drzew,
zaglądając w wody mokradeł i pod malutkie jeszcze listki.
Pamiętam letni czerwcowy wypad do Kampinosu, kiedy nie było jeszcze dzieci.
Ba…Jeszcze studiowałam, a z Wojtkiem się dopiero spotykałam. Spędzałam dużo czasu
na uczelni, pisząc pracę magisterską. Przyszedł weekend. Głowa pęka mi już od
związków porfiryny, analizy przepływowej, metali ciężkich, wykresów i powtarzania
nieudanych doświadczeń (nie trudno się domyślić, że studiowałam chemię), więc Wojtek
proponuje mi wspaniałą odskocznię: parę głębokich wdechów w Puszczy Kampinoskiej. I
tak dojeżdżamy do Wólki Węglowej. Jest gorąco. Chronimy się w cieniu drzew. Kładę się
na suchej trawie i mchu, zamykam oczy. Słucham i wdycham letnie powietrze. Podobno w
regeneracji ciała i umysłu pomaga przytulenie się do brzozy. Tych nie brakuje w KPN.
Ciekawostką jest występowanie brzozy czarnej, której kora nie zawiera
charakterystycznego białego barwnika. Potem wybieramy się na naprawdę krótki leniwy
spacer, który w jednej chwili, przy terenie bardziej bagnistym przechodzi w nerwowy bieg.
Powodem są chmary komarów, wiernych strażników Parku.
Jak to dobrze mieć niedaleko swojego miejsca zamieszkania tak uroczy zakątek jak
Puszcza Kampinoska, gdzie można o każdej porze roku odpocząć, zregenerować siły,
potrenować, poobcować z naturą, spotkać jej niezwykłych mieszkańców i pozacieśniać
więzy z bliskimi…

Zobacz refleksje innych rodzin

Refleksja rodziny Czajek z Kampinoskiego PN

Rodzina Czajek

Rodzina Łodzińskich w Kampinoskim PN

Skarbiec Rodzinnych Wspomnień

Refleksja rodziny Łuszczaków z Kampinoskiego PN

Rodzina Łuszczaków

Filmy
Zobacz filmy
Refleksje
Zobacz refleksje
Podcasty
Zobacz podcasty
Twórczość
Zobacz twórczość

Kontakt

Chcesz przeżyć przygodę?
Skontaktuj się z nami!

tel: +48 509 818 228 email: biuroprasowe@dzikaodyseja.pl

Formularz kontaktowy